Donald Tusk zapowiedział, że Polska i pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej będą blokować unijne propozycje zwiększające ryzyko droższej energii. Deklaracja padła 10 września w Bratysławie, gdy na rynku gazu narastały obawy przed zimą. Tego samego dnia PAP Biznes opisała prognozę analityków BM Pekao: cena samej energii elektrycznej w taryfach dla gospodarstw domowych może w 2027 roku wzrosnąć o około 19 proc. Nie oznacza to takiej samej podwyżki całego rachunku ani decyzji regulatora o nowych stawkach. Premier wymienił zarówno działający ETS, jak i system ETS2, który ma objąć paliwa do ogrzewania i transportu. Ten drugi ma jednak ruszyć dopiero w 2028 roku. Spór dotyczy więc różnych kosztów i terminów. Zablokowanie nowej propozycji nie wyłącza obecnych przepisów, a cztery państwa regionu nie mogą samodzielnie narzucić całej Unii swojego rozwiązania.
NA TERAZ
| DEKLARACJA | Tusk zapowiedział sprzeciw wobec zmian, które zwiększałyby ryzyko droższej energii. |
| PROGNOZA | BM Pekao szacuje wzrost ceny samej energii w taryfach na 2027 rok o 19 proc. |
| TERMIN ETS2 | Pełne uruchomienie odrębnego systemu dla paliw przewidziano na 2028 rok. |
| STATUS | Obecny ETS nadal obowiązuje, a deklaracja polityczna nie zmienia prawa ani taryf. |
Tusk obiecuje wspólny sprzeciw czterech państw
Spotkanie w Bratysławie połączyło premierów Polski, Czech, Słowacji i Węgier z szefem rządu Irlandii, która sprawuje prezydencję w Radzie UE. Donald Tusk przekonywał, że koszty energii są szczególnie dokuczliwe dla regionu i że wspólne działanie ma chronić jego przemysł. Robert Fico również mówił o porozumieniu państw V4 w sprawie cen prądu oraz handlu uprawnieniami do emisji. To istotna deklaracja negocjacyjna, ale na konferencji nie ogłoszono przyjęcia nowych przepisów ani zawieszenia opłat. Odbiorca energii nie otrzyma z tego powodu automatycznie niższej faktury. Zapowiedź trzeba będzie jeszcze przełożyć na konkretne decyzje instytucji unijnych.
Prognoza 590 zł za megawatogodzinę
Według depeszy PAP Biznes z 10 września BM Pekao zakłada, że cena energii w taryfie G może sięgnąć 590 zł za MWh. Analitycy wskazują na drożejący gaz i wzrost cen kontraktów energetycznych. Dla porównania średnia cena samej energii w taryfach zatwierdzonych przez URE na 2026 rok wynosi 495,16 zł za MWh, bez VAT i akcyzy. Urzędowe stawki zatwierdzono jeszcze 17 grudnia 2025 roku. Różnica między tym poziomem a prognozą to około 19 proc. Nie jest to zatwierdzona podwyżka. Na ostateczne taryfy wpłyną koszty zakupu energii przez sprzedawców oraz decyzje regulatora. Sam wzrost notowań nie przesądza jeszcze wysokości przyszłorocznej faktury.
Źródło wypowiedzi lub danych: PAP Biznes o prognozie BM Pekao
Gaz drożeje, zanim ruszy sezon grzewczy
Na początku września europejski rynek gazu był już pod wyraźną presją. Według wrześniowej depeszy „The Wall Street Journal” główny kontrakt TTF kosztował 73,73 euro za MWh, a unijne magazyny były wypełnione w około 66 proc. Gaz z Kataru płynął z zakłóceniami, a ograniczenia dostaw dla włoskiego Edisona przedłużono do początku listopada. To obraz konkretnego momentu rynku, nie stawka płacona przez polskie gospodarstwa domowe. Droższe paliwo podnosi jednak koszty elektrowni gazowych. Jeżeli takie jednostki są potrzebne do pokrycia zapotrzebowania, ich droższa produkcja może wpływać również na cenę prądu na rynku hurtowym.
ETS kosztuje, ale pieniądze wracają do państw
Działający system ETS nakłada koszt na emisje między innymi w energetyce i przemyśle. Jedno uprawnienie odpowiada tonie dwutlenku węgla lub jej ekwiwalentowi. Na polskiej aukcji 2 września cena wyniosła 82,48 euro za uprawnienie. KOBiZE podał, że sprzedaż 1,945 mln uprawnień przyniosła 160,4 mln euro. Dla producenta spalającego paliwa kopalne to koszt związany z emisjami do atmosfery, który może wpływać na cenę energii. Dla państwa aukcja oznacza wpływy. Konstrukcja systemu ma zachęcać do ograniczania emisji, a przychody służyć działaniom klimatycznym. Nie należy więc przedstawiać wszystkich opłat jako pieniędzy automatycznie oddawanych Brukseli.
ETS2 nie zaczyna pobierać opłat tej zimy
Nowy system ma objąć emisje z paliw wykorzystywanych w budynkach, transporcie drogowym i części mniejszych zakładów. Obowiązki zakupu oraz rozliczania uprawnień spadną na dostawców paliw, nie bezpośrednio na właściciela domu czy kierowcę. Koszt może jednak zostać uwzględniony w cenie paliwa. Rada UE ostatecznie przyjęła w marcu przesunięcie pełnego startu z 2027 na 2028 rok. Komisja Europejska potwierdza ten termin w aktualnym opisie ETS2. Dlatego nadchodzącej zimy nie można przedstawiać jako pierwszego sezonu działania nowych opłat. Trwające wcześniej monitorowanie i raportowanie emisji to inny etap niż obowiązek finansowego rozliczenia ich przez dostawców.
Źródło wypowiedzi lub danych: Komisja Europejska o terminie i zasadach ETS2
Sama Grupa Wyszehradzka nie ma prawa weta
Przy zwykłej procedurze ustawodawczej w Radzie UE potrzebna jest większość obejmująca co najmniej 15 z 27 państw, reprezentujących przynajmniej 65 proc. ludności Unii. Aby skutecznie zablokować projekt przez kryterium ludności, przeciwnicy muszą zebrać ponad 35 proc. mieszkańców UE oraz przynajmniej cztery państwa. V4 spełnia warunek liczby krajów, lecz nie ludności. Tusk potrzebuje zatem sojuszników spoza regionu. Sprzeciw premiera nie działa tutaj jak samodzielne weto. Równocześnie odrzucenie propozycji zmiany prawa pozostawia dotychczasowe przepisy w mocy. Zatrzymanie nowelizacji nie jest więc równoznaczne z usunięciem kosztów już wynikających z obecnego systemu handlu emisjami.
Polska ma więcej sojuszników niż tylko V4
Szukanie poparcia nie zaczęło się jednak dopiero na wrześniowym szczycie. W lipcu media opisały wspólny list dziesięciu państw domagających się łagodniejszej reformy ETS. Oprócz Polski, Czech, Słowacji i Węgier podpisały go Włochy, Grecja, Rumunia, Bułgaria, Cypr oraz Estonia. Sygnatariusze zabiegali między innymi o ochronę przemysłu i sprzeciwiali się dokładaniu obywatelom kosztów w ówczesnych warunkach gospodarczych. Jest więc szersza podstawa do negocjacji. Nie oznacza to jednak pewności, że każde państwo odrzuci dokładnie ten sam projekt na końcu rozmów. O skuteczności koalicji przesądzi wspólne stanowisko wobec konkretnego tekstu, a nie sam wcześniejszy podpis pod apelem.
Podwyżka ceny energii to tylko część rachunku
URE przypomina, że na fakturę składają się energia oraz jej dystrybucja, w tym dodatkowe opłaty. Dlatego wzrost pierwszego składnika nie podnosi automatycznie całości o identyczny procent. W scenariuszu BM Pekao roczne wydatki gospodarstwa miałyby wzrosnąć o 276 zł, do 2742 zł. To około 11,2 proc. więcej od wynikającej z tych liczb podstawy, a nie 19 proc. Wyliczenie dotyczy modelu analityków, nie każdego domu. Rzeczywisty koszt będzie zależał od zużycia, taryfy i pozostałych stawek. Negocjacje dotyczące ETS mogą wpłynąć na część presji cenowej, ale nie zastąpią dostaw paliwa ani nie ustalą ceny gazu.
| NAJKRÓCEJ Zapowiedź Tuska dotyczy blokowania zmian zwiększających ryzyko droższej energii. Nie oznacza wyłączenia ETS ani obniżki rachunków. Polska potrzebuje szerszego porozumienia niż sama V4, choć wspólny lipcowy apel dziesięciu krajów pokazuje, że ma partnerów do rozmów. Bezpośrednią presję przed zimą tworzy także drogi gaz. Prognozowany przez BM Pekao wzrost o 19 proc. odnosi się do ceny samej energii elektrycznej w taryfach na 2027 rok i pozostaje scenariuszem. Ostateczny rachunek zależy również od dystrybucji i zużycia. ETS2 to osobna sprawa: pełne uruchomienie przewidziano na 2028 rok. Tych terminów i kosztów nie można traktować zamiennie. |