Pracownicze Plany Kapitałowe dla wielu osób nadal są zagadką, a już za osiem miesięcy znowu przyjdzie nam o nich zdecydować. Pierwszego kwietnia 2027 roku rusza kolejny automatyczny zapis, a deklarację rezygnacji trzeba złożyć do końca marca. Trzy lata temu robiłem o tym materiał i mówiłem, że produkt jest dobry, tylko Polacy mu nie ufają. Dziś mam już nie prognozy z kalkulatora, lecz twarde liczby za sześć i pół roku działania programu. I te liczby są mocniejsze, niż sam się spodziewałem.
Zacznijmy od tego, co siedzi nam wszystkim z tyłu głowy
Zaufanie do państwowych rozwiązań emerytalnych zostało w Polsce nadszarpnięte i nie stało się to bez powodu. W 2014 roku rząd zdecydował o przymusowej likwidacji części OFE i przeniesieniu zgromadzonych tam środków do ZUS. Wtedy też usłyszeliśmy, że pieniądze w OFE nie były tak naprawdę naszą własnością.
Rozumiem, dlaczego po tamtej historii ludzie patrzą na PPK z podejrzliwością. Sam bym patrzył. Dlatego zamiast zaczynać od zachwytów, zacznę od rzeczy najważniejszej dla oceny całego programu, czyli od tego, czyje są te pieniądze.
Artykuł 3 ustęp 2 ustawy o PPK mówi wprost, że środki gromadzone w PPK są prywatną własnością uczestnika. To jest zasadnicza różnica wobec OFE i od 2019 roku nie pojawił się żaden przepis, który by ją zmieniał. Uczestnik może wypłacić swoje pieniądze w dowolnym momencie, bez pytania kogokolwiek o zgodę, i za chwilę pokażę dokładnie, ile mu wtedy zostaje.
Uczciwie o jednej rzeczy. Materiał wideo, który zrobiłem o PPK w lutym 2023 roku, powstał we współpracy z partnerem programu. Warunkiem tej współpracy była możliwość obiektywnej oceny i tak też wtedy napisałem w opisie. Ten tekst powstaje bez żadnego partnera, na danych z lipcowego biuletynu PFR Portal PPK oraz z tekstu ustawy. Wszystkie liczby, które podaję niżej, można sprawdzić u źródła.
Czym w ogóle jest PPK, jeśli ktoś do dziś nie wie
Wiem, że sam skrót brzmi urzędowo, ale mechanizm jest prostszy, niż wygląda.
Nasze emerytury opierają się na trzech filarach. Pierwszy filar to indywidualne konto w ZUS i działa w systemie repartycyjnym, czyli składki dzisiejszych pracujących finansują świadczenia dzisiejszych emerytów. Drugi filar to subkonto w ZUS oraz OFE. Trzeci filar to rozwiązania dobrowolne, w tym IKE, IKZE, PPE i właśnie PPK, i one działają zupełnie inaczej, bo w systemie kapitałowym. Wpłacone pieniądze nie idą na czyjeś bieżące potrzeby, tylko są inwestowane na rachunku konkretnej osoby.
Zwróćcie uwagę na jedną rzecz, bo tu ludzie najczęściej się mylą. OFE jest w drugim filarze, PPK w trzecim. Wrzucanie ich do jednego worka to najczęstszy błąd w całej dyskusji o tym programie.
Powód, dla którego trzeci filar w ogóle powstał, jest demograficzny i brutalnie prosty. Dziś na jednego emeryta pracują dwie osoby, a wraz ze starzeniem się społeczeństwa zbliżamy się do proporcji jeden do jednego. Kwota, którą ZUS zagwarantuje komuś za 20 czy 30 lat, będzie daleka od poziomu pozwalającego na spokojną starość.
W PPK oszczędza dziś 4,4 miliona osób, a liczba aktywnych rachunków sięgnęła 5,48 miliona, bo jedna osoba może mieć rachunki u kilku pracodawców. Program prowadzi 344,7 tysiąca firm. Średni uczestnik ma 40 lat, a najliczniejsza grupa to osoby między 35 a 44 rokiem życia, których jest 1,34 miliona.
Pomyślcie, co to w ogóle za dziwaczny pomysł, żeby ktoś dokładał nam do oszczędności
Tak brzmi pierwsza reakcja większości ludzi i jest całkowicie zrozumiała. Skoro coś wygląda zbyt dobrze, to zwykle jest w tym haczyk.
Tyle że PPK nie jest polskim wynalazkiem. To hybryda rozwiązań, które działają w innych krajach od lat. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje workplace pension z automatycznym zapisem i oszczędza w nim 90 procent uprawnionych pracowników, czyli 22,6 miliona osób. Tam również dokłada pracodawca i państwo, a odsetek osób, które się wypisują, wynosi kilkanaście procent. Podobne programy działają w Holandii, Australii czy Nowej Zelandii.
Czyli sam pomysł, żeby do emerytury pracownika dokładały trzy strony naraz, jest w rozwiniętych gospodarkach standardem, a nie ciekawostką.
Jak to działa krok po kroku
Tu potrzebne są konkretne liczby, bo od nich zależy cała opłacalność.
Pracownik wpłaca minimum 2 procent wynagrodzenia brutto. Może dobrowolnie dołożyć do 2 procent więcej, czyli łącznie do 4 procent. Podstawa to artykuł 27 ustawy o PPK.
Jedna rzecz zaskakuje ludzi przy pierwszej wypłacie i rzadko się o niej mówi. Wpłata jest liczona od wynagrodzenia brutto, ale potrącana z kwoty netto. Przy pensji 5 000 złotych brutto wpłata podstawowa wynosi 100 złotych i o tyle mniej dostajemy na konto.
Pracodawca wpłaca minimum 1,5 procent wynagrodzenia brutto i może dobrowolnie dołożyć do 2,5 procent. Przy tych samych 5 000 złotych brutto to jest 75 złotych miesięcznie.
Państwo dokłada kwotowo, nie procentowo. Wpłata powitalna wynosi 250 złotych i przysługuje po trzech pełnych miesiącach uczestnictwa oraz trzech wpłatach podstawowych. Dopłata roczna wynosi 240 złotych i dostaje ją ten, kto w danym roku uzbiera na rachunku wpłaty w wysokości co najmniej 3,5 procent sześciokrotności minimalnego wynagrodzenia.
I tu jest zmiana, o której warto wiedzieć, bo działa na naszą niekorzyść. Przy minimalnej pensji 3 490 złotych ten próg wynosił 732,90 złotego. Dziś minimalna to 4 806 złotych, więc próg urósł do 1 009,26 złotego, czyli o ponad jedną trzecią. Sama dopłata stoi natomiast na 240 złotych od lat. Trzeba więc wpłacić wyraźnie więcej niż kiedyś, żeby dostać dokładnie tyle samo. Osoby zarabiające do 5 767,20 złotego miesięcznie mogą obniżyć swoją wpłatę do 0,5 procent i wtedy ich próg wynosi 252,32 złotego.
Pieniądze trafiają do funduszy zdefiniowanej daty. To jest fundusz, który sam zmienia proporcje między akcjami a obligacjami w zależności od tego, ile lat zostało uczestnikowi do emerytury. Im dalej do sześćdziesiątki, tym więcej akcji, im bliżej, tym więcej obligacji, żeby nie stracić połowy oszczędności tuż przed wypłatą.
Zarządzaniem zajmuje się dziś 16 instytucji finansowych, a nie 18 jak trzy lata temu. Kosztuje to średnio 0,363 procent wartości aktywów rocznie, a razem z kosztami administracyjnymi i transakcyjnymi 0,73 procent. Jak na produkt inwestycyjny są to stawki niskie.
Teraz najważniejsze, czyli ile ludzie na tym realnie zarobili
Trzy lata temu mogłem pokazać jedynie symulację z kalkulatora. Dziś mamy dane z sześciu i pół roku działania programu i wyglądają zupełnie inaczej niż prognoza.
PFR liczy to na przykładzie uczestnika, który oszczędza od grudnia 2019 roku, zarabiając 5 300 złotych do końca 2023 roku i 7 000 złotych od stycznia 2024. Taka osoba wpłaciła z własnej kieszeni 9 394 złote.
Na jej rachunku leży dziś, ponad tę kwotę, od 13 593 do 21 445 złotych, w zależności od funduszu. Składają się na to trzy rzeczy: wynik z inwestycji od 4 618 do 12 469 złotych, wpłaty pracodawcy w wysokości 7 046 złotych oraz dopłaty od państwa w kwocie 1 930 złotych.
W przeliczeniu na stopę zwrotu z perspektywy pracownika daje to od 145 do 228 procent.
Powiem od razu, skąd bierze się tak wysoki wynik, bo to nie jest zasługa geniuszu zarządzających. Największą jego część robi to, że na każde 100 złotych wpłacone przez pracownika ktoś inny dokłada kolejne 75 złotych plus dopłaty z budżetu. Inwestycja startuje z przewagą, której na zwykłej lokacie ani na własnym rachunku maklerskim po prostu nie ma.
Widać to zresztą w strukturze wszystkich zgromadzonych pieniędzy. Z 53,76 miliarda złotych zebranych w programie uczestnicy wpłacili 28,09 miliarda, pracodawcy 21,43 miliarda, a państwo 4,25 miliarda. Prawie połowa tego, co leży na rachunkach Polaków, nie pochodzi z ich kieszeni.
Dodam jeszcze, że tempo tego wzrostu przyspiesza. Pół roku wcześniej ten sam hipotetyczny uczestnik miał ponad własne wpłaty od 11 936 do 17 555 złotych, czyli od 140 do 205 procent zysku. W ciągu sześciu miesięcy wynik poprawił się o kilkanaście punktów.
A co, jeśli będę chciał się wycofać
To jest pytanie, które przy PPK pada najczęściej, i słusznie, bo nikt nie chce zamykać pieniędzy na trzydzieści lat.
Wypłacić można w każdej chwili. Nazywa się to zwrotem i reguluje go artykuł 105 ustawy. Warto wiedzieć dokładnie, co się wtedy dzieje, bo obiegowa opinia mówi, że traci się wszystko, a to nieprawda.
Przy zwrocie zatrzymujemy całość własnych wpłat oraz 70 procent wpłat pracodawcy. Pozostałe 30 procent trafia do ZUS i zostaje zapisane na naszym koncie jako składka na ubezpieczenie emerytalne, więc te pieniądze nie znikają, tylko zmieniają miejsce i podnoszą przyszłą emeryturę. Dopłaty od państwa, czyli powitalne 250 złotych i roczne 240 złotych, przepadają. Od ewentualnego zysku pobierany jest podatek od zysków kapitałowych w wysokości 19 procent.
Policzmy to na najgorszym możliwym scenariuszu, czyli takim, w którym rynek nie zarobił ani złotówki. Osoba z pensją 5 000 złotych brutto po trzech latach wpłaciła 3 600 złotych. Pracodawca wpłacił 2 700 złotych, z czego zostaje jej 70 procent, czyli 1 890 złotych. Razem 5 490 złotych przy własnym wkładzie 3 600 złotych.
Czyli nawet przy zerowym wyniku inwestycyjnym i przy rezygnacji po trzech latach wychodzimy na plus o przeszło 50 procent. Trudno wskazać drugi produkt, w którym wycofanie się w połowie drogi nadal daje taki rezultat.
Są też sytuacje, w których można sięgnąć po te pieniądze bez żadnych strat. Przy poważnej chorobie własnej, małżonka lub dziecka wolno wypłacić 25 procent zgromadzonych środków i nie trzeba ich zwracać, co reguluje artykuł 101. Osoby poniżej 45 roku życia mogą przeznaczyć nawet całość oszczędności na wkład własny przy kredycie mieszkaniowym, z obowiązkiem zwrotu wartości nominalnej, bez żadnego oprocentowania, przy czym spłatę zaczyna się najpóźniej po pięciu latach i można ją rozłożyć na piętnaście, zgodnie z artykułem 98. Środki podlegają też dziedziczeniu.
To dlaczego czterech na dziesięciu wciąż w tym nie jest
Bo między liczbami a decyzją stoi coś, czego żadna tabela nie pokaże.
Zacznijmy jednak od tego, że sytuacja wygląda dziś inaczej niż w 2023 roku. Partycypacja w PPK, czyli odsetek pracowników oszczędzających w firmach, które program wdrożyły, wynosi 61,43 procent. I rośnie miesiąc po miesiącu przez cały ten rok. Na początku stycznia było to 57,2 procent, w lutym 57,9, w marcu 59,1, w kwietniu 59,8, w maju 60,3, w czerwcu 60,8, a na początku lipca 61,5 procent. Siedem miesięcy wzrostu z rzędu, bez ani jednego spadku.
Zaznaczam wyraźnie jedną rzecz, żeby nikt nie miał poczucia, że manipuluję liczbą. Ten wskaźnik liczony jest wyłącznie wśród firm, które PPK wdrożyły, więc nie jest tym samym co powtarzana kiedyś liczba mówiąca, ilu uprawnionych w ogóle zrezygnowało. Oficjalnego wskaźnika rezygnacji liczonego dziś tak samo jak wtedy po prostu nie ma i nie znalazłem go w żadnym publicznym źródle.
Skoro jednak ktoś nadal się nie zapisał, to zwykle z jednego z czterech powodów.
Po pierwsze, brak zaufania do państwa. To jest najczęstszy argument i jednocześnie ten, którego nie da się zbić tabelką. Ludzie pamiętają OFE i zakładają, że skoro raz zmieniono reguły w trakcie gry, to można zrobić to ponownie. Odpowiedź na to jest jedna. Dziś środki są prywatną własnością uczestnika i można je wypłacić w dowolnym momencie. Gdyby ktokolwiek szykował zmianę tej zasady, pierwszym skutkiem byłaby masowa fala wypłat, bo droga legislacyjna trwa miesiącami i nie da się jej przeprowadzić w tajemnicy.
Po drugie, brak zrozumienia produktu. Większość osób do dziś wrzuca PPK i OFE do jednego worka, mimo że różnią się fundamentalnie, o czym pisałem wyżej.
Po trzecie, nieufność wobec giełdy. Część ludzi zakłada, że skoro pieniądze trafiają na rynek kapitałowy, to zarobią na tym wszyscy poza nimi. Tu akurat konstrukcja funduszy zdefiniowanej daty realnie ogranicza ryzyko przy osobach zbliżających się do emerytury.
Po czwarte, kłopot z myśleniem długoterminowym. Mając trzydzieści lat, rzadko myśli się o tym, co będzie po sześćdziesiątce, a bieżących wydatków zawsze jest pod dostatkiem.
Dane pokazują jednak coś, o czym prawie nikt nie mówi, a co moim zdaniem waży więcej niż wszystkie cztery powody razem wzięte. Rozstrzygające okazuje się nie to, co człowiek myśli o państwie, tylko gdzie pracuje.
W firmach zatrudniających powyżej tysiąca osób oszczędza 90,53 procent pracowników. W mikrofirmach poniżej dziesięciu osób 74,65 procent. Natomiast w firmach zatrudniających od 10 do 49 osób już tylko 33,49 procent, a w tych od 50 do 249 osób 40,17 procent. Najgorzej wypada więc nie mikroprzedsiębiorstwo, tylko mała i średnia firma.
Jeszcze wyraźniej widać to w podziale na sektory. W prywatnym oszczędza 70,61 procent pracowników, w publicznym 35,25 procent, czyli dokładnie dwa razy mniej. W pierwszym półroczu tego roku liczba oszczędzających w instytucjach publicznych wzrosła o 2,7 procent, a w prywatnych o 5,1 procent, więc dystans nawet się powiększa.
Różnice regionalne idą w tę samą stronę. W województwie mazowieckim partycypacja sięga 85,2 procent, a w świętokrzyskim 34 procent i w warmińsko-mazurskim 35,4 procent.
Wniosek z tych trzech zestawień jest jeden i wcale nie dotyczy nieufności. Tam, gdzie pracodawca realnie tłumaczy pracownikom, czym jest PPK, ludzie zostają. Tam, gdzie nikt tego nie robi, wypisują się przy pierwszej okazji. Duża firma ma dział kadr, szkolenia i kogoś, kto odpowie na pytania. Mała firma i spora część budżetówki nie mają tego wcale.
Wady, bo one też są
Nie chcę, żeby ten tekst brzmiał jak ulotka, więc wymienię je po kolei.
Pierwsza, ograniczenia inwestycyjne. Fundusze zdefiniowanej daty mają obowiązek trzymać w części udziałowej minimum 40 procent środków w spółkach z indeksu WIG20, maksymalnie 20 procent w mWIG40 i maksymalnie 10 procent w pozostałych spółkach z warszawskiej giełdy, co wynika z artykułu 37 ustęp 13. Spora część firm z WIG20 jest kontrolowana przez państwo, a ten indeks od lat ma problem z dostarczaniem satysfakcjonujących stóp zwrotu. Nie da się tych pieniędzy ulokować w całości na rynkach zagranicznych, choćby dawały lepsze wyniki.
Druga, to pracodawca wybiera instytucję. Uczestnik może zmieniać fundusz w ramach wybranej instytucji i dostosowywać poziom ryzyka, ale to firma decyduje, kto zarządza jego pieniędzmi. Różnice w wynikach między instytucjami są realne, więc trafienie na słabszą to loteria.
Trzecia, niższe wynagrodzenie na rękę. Dwa procent z pensji to dla wielu domowych budżetów odczuwalna kwota, zwłaszcza że potrącana jest z kwoty netto. Do tego dochodzi podatek dochodowy od wpłaty pracodawcy, bo ta jest traktowana jako przychód pracownika.
Czwarta, koszty przy wcześniejszej wypłacie. Wyjście z programu przed sześćdziesiątką oznacza utratę dopłat od państwa oraz przekazanie 30 procent wpłat pracodawcy do ZUS.
Zalety, po kolei
Pierwsza i najważniejsza, arytmetyka. Trudno znaleźć drugi produkt, w którym na starcie ktoś dokłada nam drugie tyle. To właśnie dopłaty, a nie wyniki funduszy, odpowiadają za większą część zysku od 145 do 228 procent.
Druga, pieniądze są prywatne. Artykuł 3 ustęp 2, bez wyjątków i bez gwiazdek.
Trzecia, oszczędzanie dzieje się samo. Pracodawca potrąca składkę i przekazuje ją na rachunek, więc nie trzeba co miesiąc podejmować decyzji ani wygospodarowywać kwoty z resztek budżetu. Przy oszczędzaniu długoterminowym to jest przewaga nie do przecenienia, bo najczęstszą przyczyną porażki nie jest zły produkt, tylko przerwana regularność.
Czwarta, dostępność w sytuacjach granicznych. Ćwierć oszczędności przy poważnej chorobie bez obowiązku zwrotu i nieoprocentowana pożyczka na wkład własny do mieszkania sprawiają, że te pieniądze nie są zamrożone do emerytury.
Piąta, dziedziczenie. Zgromadzone środki nie przepadają.
Zostałbym w PPK i powiem dokładnie dlaczego
Gdybym dziś był pracownikiem na etacie, zostałbym w tym programie bez wahania, a moje zdanie nie zmieniło się od trzech lat. Zmieniło się natomiast to, że wtedy opierałem je na symulacji, a dziś opieram na wynikach.
Nie kupuję argumentu, że za chwilę ktoś nam te pieniądze zabierze. Rozumiem, skąd bierze się ta obawa po historii z OFE, tylko że dziś stan prawny jest inny, środki są prywatne, a wypłacić można je w każdej chwili. Argument, że przy rezygnacji traci się wszystko, też nie broni się w zderzeniu z liczbami, bo nawet wyjście po trzech latach przy zerowym wyniku rynkowym zostawia człowieka ponad 50 procent do przodu.
Widzę natomiast realny problem i nie leży on tam, gdzie się go zwykle szuka. Największym przegranym tego programu nie jest nieufny Polak, tylko pracownik małej firmy i instytucji publicznej. W korporacji oszczędza dziewięciu na dziesięciu, w firmie na trzydzieści osób ledwie co trzeci. Trudno uwierzyć, że w jednym i drugim miejscu pracują ludzie o tak skrajnie różnym poziomie zaufania do państwa. Znacznie łatwiej uwierzyć, że w jednym miejscu ktoś usiadł i wytłumaczył, a w drugim nie.
Najbliższa okazja, żeby to przemyśleć, przypada na przełom lutego i marca 2027 roku, kiedy pracodawcy będą informować o automatycznym zapisie. Wpłaty ruszają od pierwszego kwietnia, a kto nie chce w tym być, ma czas na złożenie deklaracji do końca marca.
Jeśli ktoś z Was oszczędza w PPK od kilku lat, to napiszcie proszę w komentarzu, jak u Was wygląda stosunek własnych wpłat do całej zebranej kwoty. To jest liczba, która w tej dyskusji przekonuje najmocniej, a każdy uczestnik ma ją na wyciągnięcie ręki w swoim serwisie transakcyjnym.
Źródła: Biuletyn miesięczny Pracowniczych Planów Kapitałowych numer 7 (57), lipiec 2026, PFR Portal PPK, dane z Ewidencji PPK na 30 czerwca 2026 roku. Ustawa o pracowniczych planach kapitałowych. Dane o minimalnym wynagrodzeniu i progach dopłaty rocznej na 2026 rok. Dane o uczestnictwie w brytyjskim workplace pension za lata 2025 i 2026.